Przytoczyliśmy bardzo interesującą wypowiedź pana ZBIGNIEWA KARAPUDY, Dyrektora Programowego INSTYTUTU DOSKONALENIA UMYSŁU Laboratorium „IQ Labs”:
"Jakże często jestem zmuszony zaczynać rozmowę od obalania zupełnie błędnych przekonań rodziców, zasłyszanych na podwórku lub u fryzjera od tzw. „osób dobrze poinformowanych”.
Jest to zupełnie naturalne, że niektóre informacje przyjmujemy w dobrej wierze, bezrefleksyjnie i zupełnie się nad tym nie zastanawiamy. Jednak gdybyśmy poświęcili odrobinę uwagi i pomyśleli nad tym zagadnieniem doszlibyśmy raczej do zupełnie innych wniosków. Tracimy przez to wyjątkowy i jedyny czas w życiu dziecka, kiedy jest chłonne, chętne i może uczyć się języka w zasadzie bez wysiłku. Tak jak to się dzieje z językiem ojczystym.
Lingwiści już od 40 lat, od kiedy prof. Noam Chomsky zdobył za to odkrycie Nagrodę Nobla, zwracają uwagę, że w tak zwanym okresie sensytywnym (do 7-8 roku życia), mamy niezwykłe zdolności językowe. Jesteśmy w stanie przyswoić sobie każdy język, z którym się zetkniemy dostatecznie długo i intensywnie. Dlatego nie ważne czy wychowujemy się w Chinach, USA czy też w Polsce, będziemy perfekcyjnie władać tym językiem, zupełnie nie uświadamiając sobie zasad jego działania, zasad gramatyki czy budowy składni. Jeśli mieszkamy w kraju wielojęzycznym poznamy 2, 3, a czasami 4 języki równocześnie, i to tak jak by każdy z nich był naszym językiem ojczystym. Tak dzieje się np. w niektórych Kantorach Szwajcarii, Holandii, Belgii, czy Luksemburgu, wszędzie tam gdzie jest wielojęzyczność. Wtedy oto, okazuję się, że języki zupełnie sobie nie przeszkadzają, jak często myślą rodzice dzieci w państwach jednojęzycznych, takich jak Polska.
Może wystąpić różny poziom zaawansowania języka, ale najczęściej jest to związane z obszarem, w którym się w danym języku posługujemy. Np. dzieci emigrantów w domu posługują się językiem rodziców a w szkole językiem kraju, w którym mieszkają. Dlatego język używany w domu jest oparty na innym słownictwie i raczej tyczy spraw codziennych, a język szkoły i kolegów rozwija się wraz z zaawansowaniem nauki. Jeśli dziecko kończy naukę wcześnie, to i język się nie rozwija dalej. Największą wartość rozwojową mają najmłodsze lata, dlatego ważne jest, aby dziecko nie było zamknięte w getcie emigracyjnym. Tak, jak się to często dzieje w Niemczech wśród Turków, czy USA wśród Latynosów. Z tego powodu też panuje opinia, że dzieci emigrantów słabo sobie radzą z językiem. Zupełnie niesłusznie przypisuje się to niezdolności uczenia się wielu języków równocześnie. Jeśli rodzina taka ma kontakt z innymi środowiskami, a szczególnie dzieci bawią się lub chodzą do przedszkola, gdzie stykają się z innymi językami, często stają się błyskawicznie wielojęzyczne i bez śladu w późniejszym okresie w fonetyce (wymowie języka danego kraju).
Jednak najważniejsze w nauce języków w bardzo młodym wieku, wcale nie jest poznanie tego języka. To jest tak, jak z innymi przedmiotami uczonymi w szkole. Istotą nauczania nie jest tylko opanowanie materiału, lecz przede wszystkim rozwój umysłu. Bardzo przykro powiedzieć matematykowi, że większość wiedzy, którą on uczy i tak zostanie zapomniana, bo nigdy nie stosowana poza szkołą. Przypomnij sobie czytelniku jak często, szczególnie w dobie kalkulatorów i komputerów, dokonujesz obliczenia całek, logarytmów, czy rozwiązujesz równania funkcji z dwoma niewiadomymi. O ile nie jesteś matematykiem lub nie stosujesz takowych obliczeń w pracy, co zdarza się tylko małemu procentowi populacji, to raczej nigdy. Często wiedze, że dzieci nie umieją już mnożyć lub dzielić w pamięci. A zatem, po co się tego uczymy? Odpowiedz znowu jest oczywista, dlatego iż jest to znakomity materiał do ćwiczenia i rozwoju mózgu! Cała matematyka to działania abstrakcyjne, gdzie zachodzi potrzeba przekształcania w umyśle konstruktów myślowych o absolutnie umownym znaczeniu. Jeśli w to nie wierzysz, to weź do ręki dwa ołówki, lub inne przedmioty i powiedz sobie „dwa ołówki”. Następnie upuść ołówki!
Powinno Ci zostać w ręce „dwa”,(ołówki upadły). Czy widzisz „dwa”? Nie, bo to właśnie jest abstrakcja. Ale jeśli będziesz się upierał, że jednak możesz zobaczyć liczbę jak ją napiszesz, to zastanów się, co właściwie widzisz. Zatem to, co ewentualnie zobaczysz, to napisany symbol „2” lub usłyszane słowo „dwa”, jeśli je wypowiesz. Jednak to tylko fizyczna reprezentacja pojęcia, które się abstrahowało od ołówków, czyli stało się abstrakcją. Takie symbole abstrakcji spotykamy wszędzie. Patrzysz na drzewa i mówisz „drzewa”. Ale to Ty patrzysz na te konkretne drzewa, jako egzemplarz przedstawicielski i zamykasz je w symbolu „drzewa”, co znaczy, że kawałek rzeczywistości zakląłeś w symbol-słowo. Inny człowiek odczaruje twój symbol, ale zupełnie nie w ten sam kawałek rzeczywistości. Mogą to być w jego wyobraźni zupełnie inne drzewa. Tak powstają pojęcia (słowa), jako abstrakty pewnego wycinka rzeczywistości. Jeśli do przyjaciół powiesz słowo „zwierze”, to zauważysz, że każdy z nich pomyślał o zupełnie innym zwierzęciu, np. Ty o wielbłądzie, ktoś inny o gołębiu a jeszcze inny o wielorybie. Różnorodność będzie przeolbrzymia, tym niemniej zazwyczaj się rozumiecie nawet, kiedy powiesz „Ty zwierzu”.
Zatem tworzenie słów to nie tyle zapamiętywanie jego fonologicznego brzmienia, jak najczęściej myślą angliści, lecz cały skomplikowany proces abstrahowania cech istotnych i tworzenia zbioru przedmiotów zawierających te cechy. U dziecka proces ten dzieje się zupełnie automatycznie dzięki szybkiemu rozwojowi naszego mózgu. Zatem dziecko tworzy słowa nie tyle na skutek zapamiętania jego brzmienia, co zrozumienia zawartości tegoż słowa. Umiejętności przyporządkowania pewnych egzemplarzy z świata rzeczywistego, który go otacza do zakresu pojęciowego danego abstraktu (słowa), np. mebel, zwierze, gra czy nawet bardziej jeszcze wysublimowane w abstrakcji słowa jak postęp czy idea. Dlatego też słowa o większej abstrakcyjności uczymy się dopiero od 9-11 roku życia. Teraz staje się jasne, dlaczego dzieci mają trudności z trudnymi słowami i nie jest to problem zapamiętania fonetycznego.
Proces ten opisuje dokładnie, gdyż chciałbym abyś sobie uzmysłowił, że powstawanie słów wcale nie jest taki oczywistym i łatwym procesem. Jakże wiele trzeba mieć inteligencji i zdolności abstrahowania, aby np. do jednej klasy „psów” zaliczyć jamnika i bernardyna. A teraz pomyśl sobie, że dziecko wielojęzyczne tworzy słowa, czyli tworzy pojęcia wielokrotnie, w każdym języku oddzielnie. Jakże wtedy musi się nagimnastykować jego umysł? I właśnie o to chodzi! To niebywale rozwija umysł dziecka i jest o wiele ważniejsze niż sama znajomość drugiego, trzeciego czy czwartego języka. Słowa mogą zostać zapomniane, ale rozwój, który się dokonał w mózgu dziecka zostaje.
Zupełnym nieporozumieniem jest nie dostrzegania procesu uczenia języka jako znakomitej okazji dla dziecka w ćwiczeniu pamięci, rozwoju inteligencji i abstrakcyjnego myślenia. Niestety nawet część nauczycielek języka, zawodowo zajmujących się tym zagadnieniem, ma wątpliwości czy uczyć małe dzieci. Problem nie polega na tym* czy uczyć, lecz jak uczyć?*
Jeśli będziemy próbowali uczyć dzieci tak jak uczy się dorosłych, czyli poprzez gramatykę, składnie i leksykon jako synonimy, to oczywiście nie na wiele się to przyda, gdyż dziecko nie pojmuje abstrakcyjnych reguł. Nawet we własnym języku nie potrafi ich wskazać, mimo że je znakomicie używa. Tym zajmuje się jego podświadomość i genetyczne przystosowanie, owa sensytywność umysłu na wchłanianie konstrukcji językowych, w dowolnym języku. A zatem, metoda powinna być jak najbardziej zbliżona do poznawania ojczystego języka.
Tu dochodzimy do istoty problemu,* dlaczego tak trudno zapamiętać nam obce słowa?*
Odpowiedz na to pytanie jest widoczna gołym okiem i nie jest to jakiś niezwykły wynalazek. Natomiast niezwykłe jest szerokie i konsekwentne stosowanie tej metody w nauczaniu w naszej szkole. Niestety nie jest łatwo przełamać rutynę i zamykanie się nauczycielek w wyuczonych schematach. Nauka w normalnej szkole językowej opiera się przede wszystkim na tłumaczeniu i mówieniu synonimów słów polskich np. po angielsku. Z lubością nauczycielki wykładają zasady funkcjonowania języka, na przykład budowę składni czy zawiłości gramatyki. Jakże są zdziwione, że znowu uczeń nie zapamiętał!
Przytoczę tu eksperyment pokazywany w programie edukacyjnym BBC, gdzie pierwotnie próbowano nauczyć dzieci nazw różnych produktów żywnościowych, po polsku. Dla dzieci angielskich, to całkiem trudne zadanie. Było pięć produktów, żadna nazwa nie została zapamiętany po jednokrotnym pokazaniu. Następnie pokazano inne pięć produktów żywnościowych i pozwolono każdego produktu spróbować. Był ananas, chleb, mód, cukierki miętowe i cytryna.* Dzieci zapamiętały od 3 do 5 nazw za jednym pokazaniem i spróbowaniem.* Dlaczego? To raczej oczywiste, poznały te produkty wszystkimi zmysłami!
Nazwaliśmy to nauką multisensoryczną, czyli zaangażowanie wszystkich receptorów zmysłowych. Tak właśnie odbywa się nauka naturalnie, dziecko nie tylko poznaje nazwę produktu, ale go dotyka, wącha, smakuje i patrzy jak na rzeczywisty przedmiot a nie abstrakcję. Efekty są rewelacyjne, o ile uda się przygotować odpowiedni program i ćwiczenia.
Wymaga to olbrzymiego przygotowania rekwizytów, nauczycielki i dokładnego przygotowania scenariusza zajęć. Teraz staje się oczywiste, dlaczego tak mało szkół ją wdraża,* jest to metoda czasochłonna i absorbująca dla nauczyciela.* A przecież rodzice na początku porównują przede wszystkim koszt nauki dziecka, a dopiero po latach widzą efekt.
Może jeszcze ważnie jest, od efektów nauki angielskiego jest to, aby dziecko polubiło uczenie się i nie kojarzyło z nudą i nieefektywnym wysiłkiem. Te pierwsze pozytywne doświadczenia kształtują nie tylko pozytywne nastawienie do nauki, lecz również kształtują sposób uczenia się. Nauka efektywna i przyjemna pozwala wyrobić w dziecku przeświadczenie, że może się wszystkiego nauczyć i jest to jeszcze nawet przyjemne. To doświadczenie zostaje do końca życia i pozwala dziecku zachować dobre mniemanie o swoich możliwościach i intelekcie.
Zwiększa poczucie własnej wartości a co za tym idzie również przedsiębiorczość i aktywność intelektualną dziecka.* Pierwsze doświadczenia ze szkołą kształtują postawę, jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na długie lata.*
Zatem w nauczaniu dzieci nie zawsze chodzi tylko o nauczenie angielskiego, gdyż może jeszcze ważniejszy jest rozwój intelektualny dziecka. Czy zatem możemy powiedzieć, że dzieci wielojęzyczne są bardziej inteligentne? Pomiary inteligencji w Europie wyraźnie na to wskazują i układają się tak jak państwa wielojęzyczne wyliczyłem. Również współczynnik skolaryzacji, czyli wykształcenia społeczeństwa pokrywa się z tą tezą. Np. Szwajcaria z 39% ludzi po wyższych studia przoduje na świecie. ( Polska to obecnie ok. 12%, po okresie 15 lat gwałtownego wzrostu). Mało tego, występuje też bardzo duża korelacja z dochodem, więcej języków – większy dochód na głowę mieszkańca. Na koniec można powiedzieć, że znajomość języków w dzisiejszym świecie, to gwarancja nie tylko zarobków, ale i uczestniczeniu w życiu kulturalnym świata. Teraz, kiedy Internet i Telewizja zmieniły świat w globalną wioskę, w zasadzie nie ważne gdzie się mieszka, ważne jak dobrze posługujesz się angielskim!
JAKI TWÓJ ANGIELSKI, TAKIE BĘDZIE TWOJE ŻYCIE I DOSTĘP DO ZASOBÓW INTELEKTUALNYCH ŚWIATA."